W ostatnich latach wojny oraz podczas trudnych lat powojennych Henryk Zygalski dbał konsekwentnie o utrzymywanie przyjaźni i koleżeńskich kontaktów z byłymi towarzyszami broni, rozproszonymi po Wyspach Brytyjskich i poza nimi. On sam – dzięki niezłej znajomości języka i szczęśliwym splotom wydarzeń – zdołał ułożyć sobie życie znacznie lepiej, nich wielu z nich, ale także pomagał często tym, którzy tego potrzebowali.
Z listów jego towarzyszki życia Berthy Blofield wiemy, że spotykał się regularnie zwłaszcza z majorem Wiktorem Michałowskim i z Sylwestrem Palluthem. Obaj oni zostali przygarnięci do kręgu przyjaciół rodziny Berthy. Bertha i jej matka, Daisy Pollard, zaopiekowały się nimi serdecznie – tak samo, jak od początku Henrykiem – i pomagały w nawigowaniu codziennych spraw życiowych w nowym kraju i środowisku. Gościły ich jako przyjaciół ich londyńskiego domu na regularnych towarzyskich odwiedzinach i świątecznych przyjęciach, doradzały przy poszukiwaniu pracy i mieszkań, wyjaśniały zawiłości różnych biurokratycznych labiryntów, między innymi brytyjskiego systemu kartkowego (a kiedy było trzeba, dzieliły się taktownie swoimi własnymi przydziałami).
Gość z Norfolk
Wiktor Michałowski zamieszkał już wcześniej w Londynie i był wraz z synem Olgierdem częstym i mile widzianym gościem u Daisy Pollard. Natomiast Sylwester Palluth został początkowo skierowany do polskiego obozu przesiedleńców wojskowych w Thetford, oddalonym o ponad 150 kilometrów od Londynu, w odludnym hrabstwie Norfolk. Miał tam, jak opisuje w listach do Henryka, bardzo ciężkie warunki pomimo płatnego zatrudnienia (Henryk wysyłał mu kilkakrotnie paczki z żywnością) i starał się wykorzystywać wolny czas na weekendowe pobyty w Londynie, wśród przychylnych mu osób w zaprzyjaźnionym domu pani Pollard.
Te kontakty były też ważne dla dzielenia się aktualnymi wiadomościami o losach szerszego kręgu towarzyszy z ekipy łamaczy Enigmy. W listach Berthy przewijają się na przykład komentarze o tym, jak przyjmowana była przez Zygalskiego i Michałowskiego decyzja Mariana Rejewskiego o powrocie do Polski. Wspominana jest także sytuacja Barbary Różyckiej w Polsce – Henryk utrzymywał z nią kontakt listowny – oraz starania Michałowskiego o sprowadzenie do siebie żony i córki z kraju. Mowa jest też o Henryku Paszkowskim i jego żonie, oraz o pułkowniku Langerze. Ze zdjęć rodzinnych Berthy z tego okresu można też wysnuć wniosek, że polskim przyjacielem domu mógł być także major Żukotyński.
Przyjaźń z Sylwkiem Palluthem
Oprócz napotkanych w listach informacji na powyższy temat mamy także pewną ilość materiałów fotograficznych. Wiadomo, że Henryk był zapalonym fotografem-amatorem. Istnieje w moich zbiorach bogata kolekcja zachowanych zdjęć jego autorstwa, ilustrujących między innymi liczne osoby i sceny z wędrówek i losów zakamuflowanej grupy łamaczy Enigmy: w sumie trzy lata, przez Francję i Algierię, do Anglii. Jakimś cudem te materiały zachowały się podczas całej wojennej tułaczki, co jest zdumiewające! Niestety, minusem jest fakt, że Henryk jako ich autor sam prawie nigdy nie jest na tych zdjęciach obecny, chociaż można łatwo sobie wyobrażać jego obecność z drugiej strony obiektywu, a więc można patrzeć na uchwycone sceny jego oczami.
Na szczęście dzięki jego przyjaźni z Sylwestrem Palluthem – Sylwkiem – mamy też serie fotografii robionych przez tego ostatniego już po wojnie, podczas ich częstych wspólnych wycieczek i wakacji we troje z Berthą. Sylwek, który od września 1939 roku przeszedł niemal cały szlak Enigmy ramię w ramię ze swoim starszym krewnym Antonim Palluthem oraz Henrykiem, stał się dla tego drugiego prawie młodszym bratem po tym, jak Antoni zginął tragicznie pod koniec wojny w alianckim nalocie na obóz w Sachsenhausen. Później, już po
wojnie, Sylwek okazał się być świetnym kompanem dla Henryka i Berthy w ich podróżach po Wyspach Brytyjskich i Europie – i robił wiele zdjęć z tych wspólnych wypraw: nad morze, do Walii, czy do Paryża. Na tych fotografiach widzimy „Henryka cywilnego” – jest wyraźnie na luzie, pogodny, zrelaksowany, nawet uśmiechnięty!
Opiekun Bronka Benita
Mamy też w zachowanej korespondencji pewien bardziej poważny, smutny akcent, który ukazuje lojalny, wierny charakter „żołnierskich” przyjaźni Henryka. Ma on związek – pośrednio – z jego jeszcze przedwojenną zażyłością z Jerzym Różyckim i jego rodziną, trwającą od czasów ich wspólnej pracy nad Enigmą w Warszawie. Już po wojnie do Henryka zgłosił się ze Szkocji najmłodszy brat matki Różyckiego, Bronisław Benit. Nie miał on, o ile wiemy, żadnych związków z Enigmą, ale jako porucznik Wojska Polskiego znalazł się w Anglii z armią Andersa. Można tym pewniej przypuścić, że mimo pokrewieństwa z Różyckim nie miał powiązań z zespołem łamaczy Enigmy ponieważ pierwszy jego zachowany list do Henryka, pisany około początku roku 1947-go, wskazuje, że nawet jeszcze nie znali się osobiście. Wuj Jerzego adresuje pierwszy zachowany list do Henryka pisząc: „Szanowny Panie”, a kończy: „Tymczasem ściskam dłoń. Benit”.
W zbiorach korespondencji po Henryku zachował się cykl dziewięciu listów dotyczących dalszych losów Benita. Przebywał on początkowo w obozie polskich przesiedleńców wojskowych Garscadden Mains Camp w Bearsden, w Szkocji. Pierwsze osobiste spotkanie między nim a Henrykiem miało miejsce w Glasgow i odtąd zawiązała się ich przyjaźń. Kolejne znane nam listy Benit adresuje już: „Kochany Heniu”, podpisuje się „Bronek”. W czasie tej korespondencji Benit pracował na stanowisku zastępcy komendanta więzienia wojskowego i orientował się doskonale w rozporządzeniach Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia. Doradzał chętnie Henrykowi w praktycznych sprawach biurokratycznych i życiowych. Z kolejnych listów poznajemy jego dalsze losy. Widzimy, że zapadł na jakąś poważną, wyniszczającą chorobę wymagającą hospitalizacji. Najprawdopodobniej, sądząc z opisu wyników badań, była to gruźlica. Po przedłużającym się leczeniu znalazł się ostatecznie w polskim szpitalu wojskowym w Walii, w Penley niedaleko Ellesmere.
Niestety, warunki w szpitalu były ciężkie, a wyżywienie niedostateczne. Z korespondencji wynika, że Henryk podjął się przysyłania Bronisławowi regularnie paczek z żywnością. Mimo tej pomocy było już za późno: kolejne listy od Benita są coraz smutniejsze, wręcz tragiczne. Jest bez bliskich, rozpaczliwie samotny, coraz słabszy, opisuje nieubłagany postęp choroby. Równocześnie nadal dziękuje Henrykowi za serce i za przysyłane paczki. Ostatnie słowa, w ostatnim od niego liście datowanym tuż przed Bożym Narodzeniem, 22-go grudnia 1947, to: „Ściskam Cię serdecznie. Życzę szczęśliwych Świąt. Bronek. Pisać nie mogę bo nie mam siły.”
Henryk przypuszczalnie odwiedzał Benita w szpitalu już wcześniej, w poprzednim miejscu – mógł to być szpital w Londynie, co sugeruje list Berthy z października 1947-go roku. Planował także przyjechać do niego do szpitala w Penley, chyba tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Zachował się list do Henryka od dyrekcji szpitala, pisany 20-go grudnia, z instrukcjami co do godzin wizyt i możliwości zanocowania w pobliskiej miejscowości Wrexham. Nie wiemy, czy Henryk zdążył. Mamy nadzieję, że tak. Bronisław Benit, wuj Jerzego Różyckiego, zmarł w Penley 14 stycznia 1948 roku.
W Polsce zostały siostra, żona i córka Benita – wiadomość o jego śmierci nie dotarła do nich na czas. Listy Berthy z okresu około śmierci Bronisława wspominają o wyjeździe Henryka do Wrexham – być może pojechał na pogrzeb, pożegnać Bronka w zastępstwie bliskich? Kolejny, ostatni list z tej serii pisany jest do Henryka z Polski przez Wandę Benit, matkę Jerzego Różyckiego. Zawiera smutne podziękowanie za wiadomość o śmierci jej najmłodszego brata. Znając skrupulatność Henryka w utrzymywaniu kontaktów listownych z przyjaciółmi i ich bliskimi, można założyć, że była to już druga wiadomość wysyłana do niej z podobnymi kondolencjami – pierwszą zapewne napisał po śmierci Jurka, jej syna, a swojego serdecznego „druha od szyfrów”…
Anna Zygalska-Cannon, marzec 2026
Więcej o polskim szpitalu Penley tutaj.